vege_english_version vege_german_version     


news blog logo
news menu leftnews menu right
top news photography PRACUJ Z VEGE!

Magazyn Vege poszukuje do współpracy przedstawicieli lokalnych i wolontariuszy z całego kraju do pozyskiwania reklam i sprzedaży prenumeraty Read more...

Wiadomości

Newsletter

Zapisz się teraz na newsletter vege.com.pl:


Odwiedź:

facebook_vege

Reklama
Kazimiera Szczuka - "myśliwi są chorzy na głowę"

Kazimiera_Szczuka_w_wywiadzie_dla_magazynu_VegeNie zawsze miła, nie zawsze uśmiechnięta, bo nie zawsze zajmuje się tematami miłymi i wesołymi. Kazimierę Szczukę nie każdy lubi, ale na pewno każdy zna. I choć bez wątpienia jest osobą wykształconą, oczytaną i obdarzoną inteligencją, to są sprawy, których nie pojmuje. Jakie? Przeczytajcie.


Vege: Polacy coraz mniej czytają. Jaki wpływ na kształtowanie się światopoglądu ma według Pani czytanie?
Kazimiera Szczuka:
Ludzie, którzy czytają książki są bardziej świadomi. Ja sama stałam się feministką właśnie dzięki literaturze. Czytając książki już w szkole zrozumiałam, że świat jest urządzony niesprawiedliwie, że kobiety mają gorzej.
Czerpałam tę wiedzę choćby ze szkolnych lektur, najbanalniejszych, jak "Lalka" czy "Chłopi". Może to brzmi nieprawdopodobnie, ale Eliza Orzeszkowa wpłynęła na mój światopogląd! Zapewne nie jestem w tym odosobniona, tyle, że nie wszyscy są świadomi tego rodzaju oddziaływań. Sądząc po literaturze polskiej, po tym jak się zmieniła w ciągu ostatnich 20 lat, idee emancypacyjne bardzo się upowszechniły. Same czytelniczki oczekują dziś czegoś więcej niż bajeczek o miłości. Oczywiście, większość kobiet nie ma na tyle wyklarowanych poglądów, żeby nazwać się feministką, ale cieszą się z tego, że są osoby, które takie poglądy głoszą.

V: To znaczy, że feministki słyszą słowa uznania od kobiet, w imieniu których działają?
KS: Tak. Kobiety często mają poczucie krzywdy czy niesprawiedliwości, ale z różnych powodów nie wyrażają tego wprost. Cieszą się z tego, że istnieje Kinga Dunin, Magdalena Środa, że je słychać, że jest manifa? same się w to nie angażują, ale kątem oka widzą i się w duchu cieszą. Mówią: "róbcie to - dobrze, że jesteście". Czasami to się wyraża w roszczeniowej postaci - "zróbcie coś z tym albo z tamtym", co jest wygórowanym oczekiwaniem, bo organizacje kobiece w gruncie rzeczy niewiele mogą zrobić same. Służą pomocą, kiedy tylko mogą, niektóre są po to stworzone, ale mają ograniczone "moce przerobowe". Działać muszą na rzecz zmiany systemu i przede wszystkim, egzekwowania od instytucji tego, co się kobietom należy. Chociażby ochrona przed przemocą - niby jest, ale nie działa jak powinna, trzeba uczyć, zmuszać i uświadamiać, propagować dobre praktyki.
Powiedziałam o literaturze i feminizmie, ale ponieważ jestem członkinią założycielką partii Zieloni 2004, interesują mnie też sprawy związane z ochroną środowiska, a ostatnio coraz bardziej ? z prawami zwierząt.

V: Angażuje się Pani w akcje ekologiczne?
KS: Brałam udział w obronie Doliny Rospudy, głównie w Warszawie. W ogniu walk spędziliśmy zaledwie dwa dni, ale akurat te najgorętsze, bo zaliczyliśmy tak zwany najazd krzyżowców spod kościoła, kiedy to Adam Wajrak ustawił nas w szeregu ze świeczkami i zakazał wchodzenia w jakiekolwiek pyskówki. Dzięki temu bezpośrednie starcie trwało zaledwie dwie godziny, ale było niezapomnianą etnograficzną obserwacją uczestniczącą. Na co dzień staram się troszczyć o kocią społeczność lokalną i być wszędzie tam, gdzie wzywają mnie przyjaciele z organizacji ekologicznych. Ostatnio w stałym felietonie w "Gali" z uporem maniaczki powracam do tematu polowań.

V: Znowu przez literaturę?
KS: Owszem, bo przeczytałam Zenona Kruczyńskiego "Farba znaczy krew" i Tomasza Matkowskiego "Polowaneczko", napisałam jakieś wzmianki, recenzje. No i się zaczęło, bo nic chyba nie "rozkręca" zmilitaryzowanego i obłąkanego patriarchatu myśliwych bardziej, jak deklaracja obrzydzenia z ust osoby postronnej. Poza wszystkim polowanie jest patologią, rodzajem uzależnienia, jak pisze Kruczyński czy wręcz dewiacji seksualnej według, Matkowskiego, który pisze, że kiedyś pedofilia nie była zakazana - tak jak teraz polowania. Zwykły człowiek nie wie, jak to wygląda, jak zwierzęta uciekają na trzech łapach, jak mają przestrzelone płuca, jak kwiczą, ryczą, rzężą i jak potem ich trupy wyglądają z bliska? A to są realia, fakty, tyle, że nieodsłaniane. Myśliwi są chorzy na głowę. Kiedyś istniało niewolnictwo i można było sobie spokojnie gwałcić i zabijać niewolników. Już nie można, ale dalej bezkarnie zabijamy zwierzęta, na polowaniach robiąc to dla czystej przyjemności.
Oczywiście, cierpienia zwierząt byłam świadoma znacznie wcześniej niż powstała Partia Zielonych. Czytałam Petera Singera, potem Olgę Tokarczuk, potem J.C. Coetzeego. Najdawniejsze, co sobie przypominam, to artykuł "Anatomia hamburgera" zamieszczony w kwartalniku etnografów "Polska Sztuka Ludowa". To już był konkret, przedtem przeczucia i wyrywkowe informacje. Teraz, kiedy wypowiadam się na temat myśliwych, natychmiast pojawiają się głosy, że na pewno jem mięso i myślę, że rośnie w ogródku. Tymczasem od 14-tego roku życia nie jem mięsa, a więc już dosyć długo. Przyznam, że nie zawsze byłam w tym konsekwentna. Dziś zdarza mi się jadać ryby, chociaż akurat są na ogół okropnie niezdrowe ze względu na zanieczyszczenia wód, ale zawsze ryba to nie ssak ani ptak. Co nie zmienia faktu, że cierpi, więc staram się to ograniczać jak mogę? Poza tym nie jestem mimozą, która mdleje na widok kotleta, tyle, że go sama nie zjadam. Czasem osobiście kupuję mięso z certyfikatem ekologicznym dla pani profesor Janion, która, niestety, jest totalną mięsożerczynią i nigdy nie udało mi się jej nawrócić. Taki ma organizm. Też się stara ograniczać, ale w jej wieku nie pora na rewolucje. Pocieszamy się, że certyfikowane mięso pochodzi od zwierząt, które przynajmniej nie podlegały torturom przemysłowej hodowli. Tak czy owak, gdyby wszyscy jedli tyle mięsa, co ja, byłaby to wielka zmiana dla środowiska i dla zwierząt.

V: Skoro jesteśmy przy kwestii certyfikatów - co Pani myśli o ekologicznej żywności? Robi Pani zakupy w sklepach ekologicznych?
KS: Jestem maniaczką ekologicznej żywności! I to od bardzo dawna. Właściciele pierwszych sklepów ekologicznych zawsze słyszeli, że idzie boom na ekologiczną żywność, ale w międzyczasie wiele z tych sklepów zdążyło upaść. Teraz ten boom faktycznie jest.

V: A dlaczego wybiera Pani ekologiczną żywność?
KS:
Bo jest lepsza - lepiej smakuje. Gdyby nie była lepsza, to bym jej nie kupowała. Przyjemne jest też poczucie, że jemy rzeczy pyszne i zdrowe. W slangu rodzinnym mówimy "jedz, jedz, kupiłam buraczki w zdrowotniaku" i wiadomo, o co chodzi. Przy zalewie bardzo taniej i bardzo złej żywności ta różnica zaczęła być naprawdę wyczuwalna. Już nie pamiętam, kiedy przeczytałam pierwsze książki o wegetarianizmie i dowiedziałam się o szkodliwości mięsa oraz mleka. Mam wrażenie, że wiem to od zawsze, więc w zupełnie naturalny sposób zawsze kieruję swe kroki do "zdrowotniaków". Żywność ekologiczna niestety jest droższa?

V: Zgadza się, ale nasze zdrowie jest chyba bezcenne. Poza tym późnej nie trzeba kupować tych ogromnych ilości leków?
KS: ?ani suplementów diety, niezbędnych, gdy jada się białą mąkę, biały ryż i inne pozbawione wartości odżywczych produkty takie jak mleko, mięso ze sterydami.

V: Tak, tylko że ludzie wciąż słyszą, że mięso i mleko są zdrowe?
KS: Rzeczywiście tak jest. Jako feministka uświadomiłam sobie w pewnym momencie, że obok dyskryminacji i seksizmu istnieje również propaganda, która im zaprzecza albo wręcz je zachwala jako "wartości tradycyjne" czy coś w tym stylu. Ta propaganda działa także na kobiety. Podobnie jest z jedzeniem. Jedna propaganda jest taka, żeby wszystkie te bezwartościowe i często szkodliwe rzeczy zjadać, a druga taka, żeby się leczyć na okoliczność tego, co nam się przez to jedzenie zrobiło. Istnieje propaganda koncernów farmaceutycznych, ale i mięsnych, albo produkujących nabiał. Gigantyczna kampania "pij mleko, będziesz wielki", udaje reklamę społeczną. Trudno się oprzeć sugestii, że mleko jest zdrowe, gdy sportowcy mówią do dzieci: "pij mleko, będziesz wielki". Tylko nie należy zapominać, że ci sportowcy dostali za to duże pieniądze. Ale reklamy zachwalają każde świństwo: tłuste panierki, skwierczące tłuszcze, kolorowane napoje, słodycze, sceny, w których mamusia tak bardzo kocha swoje dzieci, że robi im zupy z proszku na obiad? Cała ta propaganda sprzedaje produkty sprawiając pozory zdrowia. Widzimy ładne kolory, szczupłe kobiety i rumiane dzieci, ogródki za domem i bieganie za piłką. Słowem - zdrowie i pomyślność. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Tanie i niezdrowe jedzenie pochłaniają biedni, których nie stać na lepszą jakość. Ludzie tyją, nie mogą się ruszać. Tak wygląda bieda, nie jak dawniej, kiedy jej oznaką była chudość, gruźlica i krzywica. W Stanach w tej chwili rządy podejmują decyzje o zakazie reklam słodyczy i wstawiania do szkół maszyn z napojami i batonami. Tam zaczyna się te produkty traktować jako używki i rzeczy szkodliwe. Ale żeby to się stało, musiało dojść do tego, że otyłość wśród dzieci stała się plagą. Być może jest tak, że trzeba doprowadzić do stanu krytycznego, żeby zacząć działać i coś zmieniać - tak jak w przypadku ochrony środowiska. Podobnie z mięsem - nie jest tajemnicą, że jest ono szprycowane antybiotykami, ale ludzie tego po postu nie chcą wiedzieć.
Mówimy o zdrowiu, ale chciałabym wrócić do kwestii etycznych. Wiele lat temu byłam z przyjaciółką i jej malutką córeczką na wsi. Codziennie chodziłyśmy na łąkę karmić jabłkami słodkiego cielaczka. Niestety, pewnego dnia na naszych oczach przyjaciel odjechał do rzeźni. Krowa - matka tego cielaka biegła za samochodem, biegła i płakała. Przeskoczyła płot, biegła znowu aż się przewróciła. To było absolutnie makabryczne. Adela, ta mała dziewczynka przestała jeść mięso na dłuższy czas. Wiem dobrze, że to, co się dzieje w rzeźniach, w przemysłowej hodowli zwierząt jest tysiąc razy bardziej makabryczne niż sceny wiejskie czy myśliwskie. Powodem torturowania zwierząt na masową skalę jest chciwość, ale powodem polowań - perwersyjna przyjemność. Jedno i drugie zasługuje na potępienie.

V: Ekologia, feminizm, wegetarianizm biorą się z samodzielnego myślenia, a zarazem zmuszają do samodzielnego myślenia.
KS: Z myśleniem jest tak, niestety, że jak raz się zacznie, nie bardzo można przestać. Niestety, bo świat się bardzo komplikuje, trudno trzymać się zasady, "co z oczu to i z serca", jest nam po prostu mniej na tym świecie przyjemnie, bo za dużo wiemy. Na szczęście wtedy zaczynamy dążyć do zmiany. Tę zmianę zaczyna powoli być widać i u nas. Jest ona bardzo, bardzo potrzebna.

Rozmawiała Katarzyna Ejsmond-Ślusarczyk
Wywiad ukazał się w
Vege nr 12 (4/2009)


 

 

Magazyn Vege

VEGE to miesięcznik nie tylko dla wegetarian, również dla wszystkich dbających o siebie, swoje zdrowie i pozytywne relacje z innymi oraz jakość otaczającego ich świata. VEGE propaguje nowoczesny, alternatywny styl życia, dbałość o naturę i zdrowie. Pismo dostarcza informacji dotyczących zdrowia i żywienia, przedstawia gwiazdy i autorytety, daje rady przydatne w codziennym życiu. Poruszane tematy to: imprezy i wydarzenia wegetariańskie, wywiady z gwiazdami-wegetarianami, wege przepisy kulinarne, żywienie, etyka, fitness, natura, medycyna naturalna, moda, kosmetyki, ekologia, ludzie i zwierzęta, ochrona środowiska, joga.
NIE TYLKO DLA WEGETARIAN

Zamów egzemplarz

Reklamy




Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Free Joomla Theme unlimited hosting Valid XHTML and CSS.

Copyrights 2006-2009 Magazyn Vege. NEWMAN Sp. z o.o.
www.vege.com.pl    
www.pilotclub.pl     www.projektoryiekrany.pl     www.newman.pl     www.newman.istore.pl